wtorek, 25 sierpnia 2015

Historia metamorfomag

-To znaczy? - Niedawałam za wygraną,  byłam bardzo ciekawa co metamorfag niemugolskiego robi na ulicy jak ostatnia żebraczka.
-Heh. Ciekawe z ciebie dziecko, rodzice nie mówili ci by nie rozmawiać z obcymi?- wyciągnęła różdżkę. Widziałam, że próbuje mnie wystraszyć, serio jedynastoletnie dziecko? Kobieto istna żenada godna szlamy. Nie ruszyłam się z miejsca, mało tego wyprostowałam się dumnie, poprawiłam szatę upewniając się,że doskonale widzi herb mojego rodu. Jej oczy nagle się powiększyły w niemym przerażeniu.  Zdała sobie właśnie sprawę, że złamała większość zasad kodeksu etycznego odnośnie arystokracji. Posłałam jej złośliwy cyniczny uśmiech.
-Jesteś...jesteś..z r..rodu Black?- zaczeła się jąkać i pośpiesznie chowając swoją godną pożałowania różdżkę i skulając się tak, że wydawała się jeszcze mniejsza niż w rzeczywistości.
-A nie widać? Chcę usłyszeć co tu robisz z dzieckiem. Oczywiście wiesz, że odmowa będzie potraktowana jako obraza mojego szlachetnego rodu. A szczerze wątpię by taka osoba jak ty z pogranicza chciała zadrzeć z moimi rodzicami. - z pewnością siebie bijącą z mojej postawy dwa razy tupnełam nogą, by ponaglić ją w opowiadaniu historii swojego nędznego życia.  Nawet nie odważyła się podnieść na mnie zwroku, hmmm jak ja kocham władzę płynącą z mojego statusu...powoli, rytmicznie kołysała dziecko, już gdy pomyślałam, że jednak nic mi nie powie i odwróciłam się by odejść, do moich uszu dotarły jej słowa
-Proszę panienko posłuchaj tragicznej historii mej, jednak ostrzegam bez łez nie obejdzie się...
-Łzy to słabość, a aby zdobyć potęgę nie można okazywać słabości.- mruknęłam zatrzymując się. Spojrzała na mnie jakbym była jej największym lękkiem i wyszeptała -Oni mówili to samo... -Wzdrygnęła się po czym wróciła a raczej zaczeła swoją historię -Nazywam się Willay Frayme a raczej kiedyś tak się nazywałam. Teraz doprawdy nie wiem już kim tak właściwie jestem. Nie chcę zabierać panience cennego czasu...
-Więc się streszczaj Frayme czy jak ci tam...-znikąd przy mnie pojawił się Regulus. Stanął przy mnie od niechcenia wymachując swoją zaledwie 11 calową różdżką. -Opowiadasz czy mam ci w tym pomóc?-posłał jej złośliwy uśmieszek. Regulus i jego słynne wyczucie. Przewróciłam oczami pod jego adresem, tak napewno dowiemy się jej historii wygrażając jej. Heh, kuzynek Regulus czasami jest trochę zbyt gwałtowny w działaniu, nieprzemyśli czegoś jaśniej tylko mówi pierwsze co mu ślina poda na język. Na dosłownie sekundę spóściłam jej postać z oka, by przywitać się z Regulusem. Skiwnęłam mu głową wypowiadając jedynie -Regulus.
-Narcyza. -odpowiedział mi również skinieniem głowy. Powróciłam wzrokiem na nędzną postać metamorfomag, ale zdziwiona zauważyłam jedynie kawałek pergaminu na szmatach gdzie wcześniej siedziała. Znikła. Zupełnie jakby rozpłyneła się w powietrzu.  Nie, zupełnie jakby jej tu nigdy nie było. Zdziwieni wymieniliśmy się spojrzeniami, mrugnęłam, miałam szczerą nadzieję, że ta postać nie była jakimś przywidzeniem. Dla pewności jednak szturchnełam delikatnie Regiego -Regi,powiedz ty też ją widziałeś.?
-Tak. Doprawdy dziwne.-kucnął i zwinnym ruchem podniósł pergamin.
-Hmmm ciekawe, ciekawe...-mruknął pokazując mi go. Zdziwiona mrugałam bez opamiętania. Wielkimi literami na samej górze było wyraźnie napisane " Uwaga ❕ " trochę niżej widniało zdjęcie kobiety, która przedchwilą jeszcze tu była... -Cyzia, a teraz najlepsze. -szepnął wskazując mi tekst pod fotografią -Willay Frayme, zbieg z odziału dla obłąkanych ze szpitala św.Munga, stopień stwarzania zagrożenia :bardzo wysoki, nagroda za jakiekolwiek informacje :1000 galeonów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Follow us on Facebook